Joy Orbison


Joy Orbison to nowa postać na scenie. Jej pojawienie się wzbudziło spore zainteresowanie. Bok Bok pisał w czerwcu na swoim blogu o kawałku "Hyph Mngo": "One of my absolute favourite tunes right now...". XLR8R umieszcza go w rubryce "artist to watch" również zachwalając wcześniej wspomniany singiel. Coś jest na rzeczy.

Rzeczywiście. Przestrzenne, nieco głębokie i epickie brzmienie, zderzone z rytmiką połamanego beatu, roszczące sobie miejsce gdzieś pomiędzy housem, garagem, 2- i dubstepem. Świeże spojrzenie na tradycję brytyjskiej muzyki klubowej ostatnich lat? Na to wygląda.

Na ile ta brzmieniowa hybryda okaże się płodna i na ile sam Joy Orbison pozostanie konsekwentny w swoich poszukiwaniach, dowiemy się w najbliższym czasie. Ja trzymam kciuki!






Jak na razie, wspomagany przez partnera o pseudonimie Impey, wystartował z własną wytwórnią pod nazwą Doldrums. Oto pierwszy mix wydany pod jej szyldem.


Poniżej tracklista:

01 Pearson Sound – "Indelible" (Aus)
02 Karizma – "Drumz Nightmare" (R2)
03 Nu-Birth – "Anytime" (Locked On)
04 Tonya Renee – "About You (Karizma Boucha Remix)" (Home Recordings)
05 Altered Natives – "Rass Out" (Fresh Minute Music)
06 Joy Orbison – "Smother" (DOLDRUMS)
07 Efdemin – "Acid Bells (Martyn Remix)" (Curle)
08 Shed – "Selection One" (Soloaction)
09 Ultramarine – "Hooter (Carl Craig Remix/JORb EdiT)" (Real Soon)
10 Joy Orbison – "Tentative Bidding" (DOLDRUMS)
11 Martyn – "Hear Me" (3024)
12 Joy Orbison – "J. Doe" (DOLDRUMS)
13 Joy Orbison – "Hyph Mngo" (Hotflush)

Pzdr.
Stadtkind

I Think I Like It!


Pozostajemy w klimacie disco houseu. I kolejny weteran sceny. Theo Keating aka Dj Touche aka Fake Blood. Dla formalności, uczestniczył jeszcze w projektach The Black Ghosts oraz The Wiseguys.

Przez pewien czas milczał. Po czym wyszły trzy nowe remisky. Bardzo sympatyczny "Animal" Mikea Snowa, monotonny "Ready For The Weekend" Calvina Harrisa czy całkiem niezły "Love Long Distance" The Gossip. Ustępowały one jednak miejsca poprzednim remiksom, o samym "Mars" nie wspominając. Wreszcie jednak ujrzało światło dzienne to, nad czym Fake Blood Pracował. I jak?

Mamy do czynienia z pewną brzmieniową woltą. Z pośrdód trzech utworów na EPce najbardziej wybija się "Fix Your Accent". Charakterystyczny gęsty bas, który był jego znakiem rozpoznawczym jest tu nieobecny. Jak napisałem na saymy początku, brzmienie poszło mocno w stronę klasycznego disco-house. Ale jakie to brzmienie! Gwizdki, dęciaki, trochę piszczałek, mocna stopa, nośny, typowo houseowy zapętlony głowny motyw. Prawdziwa gorączka!

W podobnej stylistyce utrzymane są pozostałe utwory. Fake Blood znów nie chybił. Ten numer wraz z Duck Sauce trochę przewietrzy scenę, bo mimo że moda na tribal/zulu/etno dopiero niedawno przybrala na sile, to niedługo zacznie robić się duszno.

Fake Blood - "Fix Your Accent"


Swoją drogą w tym miejscu, historia trochę zatacza koło.
Dj Touche - "Black Light".


Pzdr.
Stadtkind

Duck Sauce.


Trudno przejść obojętnie obok takiego projektu. Kolejna bardzo ciekawa kolaboracja. Po tym jak Diplo i Switch połączyli swoje siły pod szyldem Major Lazer, Armand Van Helden i A-Trak skryli się pod nazwą Duck Sauce.

Mała dygresja. Jak podaje Wikipedia, Duck Sauce to:

Duck sauce is a translucent sweet and sour orange condiment used in some restaurants. It may be used as a dip for deep-fried dishes such as duck, chicken, fish, Chinese-Americanspring rolls, egg rolls, or with rice or noodles.

It may be made of apricots, plums, or peaches added to sugar, vinegar, ginger and chilis. It is also frequently used in more traditional Chinese cuisine in the form of "plum sauce".

Wracając do tematu muzyki. Brzmienie produkcji duetu to okolice proto/disco house. Uwagę zwraca naprawdę dobra produkcja. Być może jednak "The Motion" i "aNYway" przeszły by bez większego echa, gdyby nie sławne nazwiska ich twórców.

Moim faworytem pozostaje jednak "You're Nasty". Jeden z najciekawszych numerów tego roku. Prawdziwa parkietowa bomba. "Pociągowa motoryka", jednostajny, nieco surowy syntezatorowy motyw - mocne houseowe uderzenie. Do tego świetna aranżacja sekcji rytmicznej. W prostocie siła. Jak dla mnie plasuje się na tym samym poziomie, gdzieś między "Burnin'" Daft Punka a "Thrill Me" Junior Jacka.

W tym miejscu może ogromne doświadczenie i producencki kunszt obu członków duetu najlepiej dały o sobie znać.

Swoją drogą dopiero w tym momencie w pełni doceniłem talent Armanda Van Heldena. Jest troche jak David Bowie .Wciąż na czasie, zgrabnie balansując między alternatywą a mainstreamem, zawsze jednak odznaczając się swoim własnym charakterystycznym brzmieniem.

Czekam na więcej!


Pzdr.
Stadtkind

Rave Dandies


B.A.R.T.O. chyba przedstawiać nie trzeba. Bodaj najbardziej płodna osoba w tej części sceny. Za dowód niech posłuży fakt, że żeby opublikować swoją twórczość potrzebował kilku kont na myspace oraz soundcloud. I dobrze, w tym przypadku od przybytku głowa nie boli. Ostatnio sporo zamieszania, nie tylko na rodzimym podwórku, spowodował jego numer "Cambodia", wydany pod pseudonimem The Phantom. Jeśli to przeoczyliście, zapraszam tutaj.
Wszystkie inne wcielenia B.A.R.T.O. poznacie, jak i dowiecie się więcej o nim samym, pod tym adresem: http://www.myspace.com/monsieurbarto.

Rave Dandies to projekt na swój sposób postmodernistyczny (postraveowy?), podobnie jak mashupowa działalność Bartka. Gra cytatami, sporo aluzji i zapożyczeń, jednak bez ocierania się o plagiat. W tym wszystkim jest jeszcze miejsce na popową wrażliwość i taneczny zmysł. Produkcja nie zawodzi. Piano staby i damskie wokale, do tego podszyte przyjemnym basem. Uczucie deja vu nieuniknione. To chyba jednak było wpisane w program.
Dwa pierwsze utwory są już gotowe. Nie potrafiłbym wybrać między nimi. Posłuchajcie.


Pzdr.
Stadtkind

Zomby - One Foot Ahead of the Other EP


To będzie mój drugi wpis dla Yeah It's Nice.
Mniej subiektywnie, ciut poważniej, niż na: http://slamdunked.blogspot.com/
Zapraszam do dalszego śledzenia.

***

Wydawanie klubowo-eksperymentalnych albumów to ryzykowna sprawa. Może być to zestaw już dobrze znanych singli plus wypełniacze. W innym wypadku, klucz do koncepcji całości może okazać się nietrafiony i całość będzie nieciekawa. Nie wszystkie albumy wytrzymują też próbę czasu, a to być może i najważniejszy sprawdzian jakości.

Zomby jednak wyzwań się nie boi i dobrze na tym wychodzi. Jego zeszłoroczny album "Where Were U in '92?" był zdecydowanie ważnym wydarzeniem na tej części muzycznej sceny. Nicały rok po wydaniu tego LP, Zomby zaskakuje nas nową EPką. Zreformował brzmienie. Wiedział co robi. Trzeba tu jednak powiedzieć, że "Where Were U in 92" jest albumem skończonym, formuła została zamknięta wraz z ostatnimi producenckimi szlifami. Niech dowodem będzie ta oto notka:

"THIS ALBUM IS DEDICATED TO THE PIONEERS.
This album was produced using 92 studio techniques using the Akais2000 and Atari ST with Cubase.
"

Na "One Foot Ahead Of The Other" nie uświadczymy zsamplowanych raveowych wokali, surowego basowego pomruku czy pociętych piano stabów. Zamiast tego dostajemy nieco nerwowe,8-bitowe melodie, syntezatorowe plamy i glitchowe podkłady. Brzmienie jest bardziej kameralne. Na EPce jest 9 utworów, jednak całość trwa jedynie 26 minut. Warto.

Na zachętę umieszczam pierwszy, tytułowy utwór z płyty. Na dobry początek.

Zomby - One Foot Ahead Of the Other


Pzdr.
Stadtkind

Sound Pellegrino Thermal Team's Rainforest Frog Symphony Mix

O Sound Pellegrino jest głośno już od jakiegoś czasu. Wytwórnia prowadzona przez Teki Latexa i Dja Orgasmica wystartowała w tym roku jako sublabel potężnego Institubes. Nic dziwnego skoro ma naprawdę imponujący katalog artystów. Zadebiutowali "Eurovision/Esperanto" Zombie Disco Squad, o których walczyły również Dirty Bird Claudea Von Strokea oraz Made To Play Jesse Rosea. Jeśli do tego dodać Momma's Boya, czyli alter ego Mikix The Cata wydającego jednocześnie też dla Trouble & Bass, Renaissance Mana, którego połowę stanowi Downtown, głowa New Judas czy bardzo obiecującego Harvard Bassa, to robi się naprawdę ciekawie. Jaka jest zatem muzyczna tożsamość Sound Pellegrino? Na to pytanie odpowiem cytatem Teki Latexa, który nie mógł ująć tego lepiej:

"Sound Pellegrino's sonic identity is a paradox.
When I play the current house and techno music that I like to my French "banging electro" friends they think it's minimal. When I play it to minimal DJs they think it bangs too hard. We love hard stuff when it's creative and groovy, and we love minimalist music when it's not boring nore serious."

Houseowa motoryka, tribalowy beat, zulusowe pokrzykiwania, południowy temperament. Te wszystkie cechy to składowe elementy brzmienia Sound Pellegrino. Jeśli dodać do tego przemyślaną i spójną identyfikację, to mamy do czynienia z jednym najciekawszych zjawisk na scenie muzycznej (klubowej? houseowej? rozrywkowej?) a.d. 2009.

Teki Latex i Dj Orgasmic występują również pod szyldem Sound Pellegrino Thermal Team. Właśnie wypuścili trzeci miks tym razem pod tytułem "Rainforest Frog Symphony".

Zapraszam do słuchania.


Poniżej tracklista:

Brodinski & Mumdance - Eurostarr (Zombie Disco Squad remix)
Delphic - Counterpoint (Renaissance Man remix)
Myd - Train to bamako
Dani L. Mebius - Petrelli (Dani L. His Percussion remix)
Style of Eye - grounded
Solo - MiniMood
Yolanda Be Cool - Afro Nuts (Douster remix)
Alvaro - Make it funky (DJ Punish remix)
Momma’s boy - Give it up
L-VIS 1990 - Compass
DJ Master D - Mad drumz
Gucci Vump - Sha, Shtil!
Mom & Dad - The Whole Sh’Bang! (Havard Bass remix)
Hard House Banton - finger in my
La Bande A Basile - La Chenille (Douster Gwada remix)
Débruit - Congo Whoomp

Pzdr.
Stadtkind